Marysia i Fuksja // pod czujnym okiem Mamy


O swoich doświadczeniach z kubeczkiem DOIDY, w imieniu Marysi opowie Mama: 

DOIDY trafił w marysine rączki późno – miała 15 miesięcy i próbowała podstępem podpijać z kubka starszego brata, co zwykle kończyło się burzliwie i mokro. Szybko przeszedł testy „na sucho” – jest nieduży, ma wyrazisty kolor, a uchwyty dobrze pasują do małych rączek. Pierwsze próby z wodą zostały przyjęte z zaciekawieniem – Marysia uważnie obserwowała poziom płynu, potrząsała kubkiem, pomiędzy kolejnymi łykami podlewała stolik. Dwa lub trzy razy zdarzyło jej się zachłysnąć i polać bluzkę, kiedy przechyliła go zbyt mocno, ale szybko doszła do wprawy. Drugiego dnia piła już ładnie, w kolejnych – zdarzało jej się maszerować z kubkiem po mieszkaniu bez większych katastrof. Teraz bez problemu pije także z tradycyjnych kubeczków.



OBSERWACJA MAMY

Nauka poszłaby jeszcze szybciej, gdyby wszyscy wokół podchodzili do otwartego kubka z równym entuzjazmem, jak Marysia i mama. „Eeee, jeszcze się poleje” było najczęstszym argumentem, żeby wlać wodę do niekapka.  Ale tylko do czasu, kiedy okazało się, że Marysia radzi sobie świetnie, a wyposażona w większy zestaw kubków i miseczek jest w stanie spokojnie wysiedzieć (prawie) do końca posiłku, pochłonięta szeregiem eksperymentów hydrologicznych.



WNIOSKI

DOIDY to fajna alternatywa, jeśli jesteśmy zdecydowani na to, żeby dziecko piło z otwartego kubeczka (a ja nie przepadam za kompletowaniem zaworków do niekapków, przetykaniem słomek od bidonów i szorowaniem ustników) i jeśli zależy nam na tym, żeby się usamodzielniło przy stole (nie lubię śliniaków; wychodzę z założenia, że im szybciej i bardziej zdecydowanie przejdziemy przez etap nauki, tym mniej będzie prania). Dzieci przybierają najróżniejsze pozycje podczas jedzenia i picia; DOIDY nadąża za nimi lepiej, niż tradycyjny kubek.

Razem z Marysią - zdecydowanie POLECAMY!